Czy minimaliści są szczęśliwsi?

Niedawno myślałem o wzroście popularności „minimalizmu”. Mimo że jestem samozwańczym minimalistą, czasami zastanawiam się, czy jest to w ogóle słuszne, czy nie, na podstawie tego, co czytam na innych blogach ludzi, którzy faktycznie katalogują i kategoryzują każdą rzecz, którą posiadają… Są ludzie, którzy mają tylko 5 par butów. A to kobiety. Ja lubię różnorodność, styl, w rezultacie jestem dość minimalistyczny w rzeczach takich jak mój dom, jeśli chodzi o ubrania – zdecydowanie nie jestem minimalistą.

Czy minimaliści są szczęśliwsi?

Omówmy to. Pierwsze pytanie – zostali do minimalizmu zmuszeni, czy też dobrowolnie poszli all in? Myśląc o moich rodzicach, którzy mają zapełniony dom przeróżnymi rzeczami, od mebli aż po ubrania, zastawy, pamiątki z wakacji – gdybym zmusił ich do minimalizmu, byliby nieszczęśliwi i powoli gromadziliby jeszcze więcej śmieci, aby uzupełnić i wypełnić przestrzeń ich domu, aby czuli się przytulnie i „jak w domu”.

Jeśli z własnej woli przeszedłeś w minimalizm, to tak, czujesz się w jakiś sposób wolny, gdy masz mniej rzeczy. Widzisz wokół siebie mniej bałaganu, uśmiechasz się. Znajdywanie rzeczy w domu, jest o wiele łatwiejsze.

Minimaliści maksymalnie wykorzystują swoją przestrzeń, która jest zwykle niewielka…

W przypadku małych przestrzeni musisz być minimalistą. Jeśli zaczniesz gromadzić rzeczy tak, jakbyś miał ogromny dom, to nie ma możliwości, żebyś z taką ilością rzeczy czuł się komfortowo w coraz bardziej kurczącej się przestrzeni. Na przykład – moja praca, wokół mnie wszędzie leżą części Iveco i powrót do minimalistycznego mieszkania jest dla mnie dwa razy przyjemniejszy, niż kiedyś. Jeśli wracasz z miejsca gdzie non stop jest bałagan to uwierz mi, nie chcesz tego samego wokół siebie, po powrocie do domu.

Ludzie, którzy to robią, myślą, że potrzebują większego miejsca, sprzedają swój „startowy dom”, a następnie modernizują i ulepszają. Nawiasem mówiąc – to nie jest zła rzecz. Jeśli potrzebujesz przestrzeni to możesz sobie na to pozwolić. Mówię tylko, że czasami ludzie dochodzą do punktu, w którym zdają sobie sprawę, że nie używają 75% rzeczy w domu i tak naprawdę spędzają czas tylko w kuchni lub sypialni. Reszta przestrzeni, za którą płacą, to tylko przechowywanie rzeczy.

Related articles